Wstęp: Choć dzisiejszy dzień zasadniczo upływa nam w trasie - przemieszczamy się z Gryzonii do Berneńskiego Oberlandu, tak Szwajcaria potrafi uczynić z takiej przeprawy niezapomniane widowisko. Nie przesadzimy mówiąc, że była to jedna z najpiękniejszych tras drogowych jakimi mieliśmy okazje jechać…
Cel: Trasa z Thusis do Grindelwaldu, przez kilka malowniczych przełęczy oraz przystanek w wąwozie Aare.
Materiały i metody: *Wąwóz Aare (Aareschlucht) – 13 CHF. Wąwóz ma dwa wejścia – wschodnie i zachodnie, generalnie trasę robi się tylko w jedną stronę; do punktu startu można wrócić przejeżdżając jedną stację pociągiem – w cenie biletu. Parking jest darmowy, znacznie większy po stronie zachodniej.
*Waluta – frank szwajcarski, CHF, obecnie 1 CHF = 4.60 PLN.
Przebieg: Choć można by przejechać szybciej autostradami, ponownie droga jest celem – spędziliśmy ponad 4 godziny licznymi serpentynami pokonując nieco ponad 200 km. Na tych górskich podjazdach co chwilę wymijamy rowerzystów – patrzę na nich z mieszanką podziwu, współczucia i niedowierzania (zwłaszcza gdy nie są na rowerach elektrycznych); nas co chwilę wymijają motocykliści. I cóż to są za widoki! Pierwsze zaserwował
Oberalppass, i gdy myśleliśmy, że chyba nie może być lepiej trafiliśmy na
Furkapass. Przepastna dolina i kręta droga blisko szczytu, ze słynnym hotelem Belvedere (z jakiegoś powodu zamkniętym na cztery spusty!) wciśnięty między dwie ciasne serpentyny. To było na mojej liście, już niczego więcej się nie spodziewałam – a potem uderza w nas
Grimselpass - z dwoma zaporowymi jeziorami Grimselsee i Räterichsbodensee przy pobliskiej hydroelektrowni. Oficjalnie przedawkowaliśmy to piękno…
A to nie był nawet koniec atrakcji – zatrzymujemy się w spopularyzowanym przez liczne relacje na portalach społecznościowych
wąwozie Aare. Jest pośrednim produktem ustępowania lądolodu pod koniec epoki lodowcowej - wody z topniejących lodowców wyrzeźbiły w wapiennej skale głęboki, wąski kanion – po którego dnie wartko płynie jadeitowa rzeka Aare. Ma niecałe 2 km długości, ale stromy ściany biją w niebo na 50 metrów. Zaczynając od wschodniego wejścia trafiamy w jego najwęższą część – jest jak grafitowy
kanion Antylopy w. Potem rozszerza się do 20-30 metrów, i jest bardziej jak
Narrows w parku Zion… Tylko na końcu prześwitują Alpejskie szczyty... Zdecydowanie warte przystanku!