Wstęp: Poprzedniego dnia dotarliśmy do uroczego
Grindelwaldu, znajdującego się w jednej z dwóch dolin rozchodzących się na południe od Interlaken (miejscowość i region charakteryzujący się położeniem między dwoma jeziorami – co nazwa wyraźnie sugeruje). Choć miejsce zimą oczywiście funkcjonuje jako narciarski kurort, w lecie nie brakuje tu atrakcji – i powiedziałabym, że jest znacznie bardziej przyjemny niż St. Moritz. Urocze, alpejskie domki -
chalet, z murowanym parterem i drewnianym deskowaniem pięter. Zawsze z dwuspadzistym dachem, zawsze ułożone jednym profilem względem stoku. W oknach pelargonie i surfinie, obejścia zadbane i schludne. Miasteczko jest spójne, nie ma krzykliwych reklam, nie ma chaosu budowlanego. Dlaczego nasze Zakopane tak nie może wyglądać? Dlaczego patodewloperka i bilboarda musiały zrujnować nam wysokie góry?
Cel: Trekking z Männlichen, przez szlak panoramiczny do Kleine Scheidegg, dalej do Eigergletscher i w końcu zejście Eiger Trail do Alpiglen.
Materiały i metody: *Nocleg: Camping Gletscherdorf, 114 CHF – 2 noce (2 osoby, namiot, samochód). Piękne widoki, ale tłoczny i infrastruktura znacznie słabsza niż poprzednio (brak np. kuchni, tylko dwa prysznice). Około 15 minut na piechotę do centrum miasta.
*Przejazdy: Gondolka Grindelwald–Männlichen – 17 CHF; pociąg z Alpiglen do Grindelwald – 9 CHF (obie kwoty ze zniżką Half Fare).
*Waluta – frank szwajcarski, CHF, 1 CHF = 4.60 PLN.
Przebieg: Okolica oferuje przeróżne rozrywki, w tym wjazd pociągiem na Jungfraujoch, - przełęcz w Alpach Berneńskich, skąd rozpościera się widok na największy lodowiec kontynentalnej Europy. Atrakcją jest też sama najwyższa w Europie stacja kolejki zębatej (3454 m n.p.m). Ale te atrakcje słono kosztują (zwykle 160-230 CHF, zależy skąd startujemy), a jest tu wiele innych wspaniałości.
My wybieramy się w ponad 12 km trekking, startując z górnej stacji gondolki Grindelwald - Männlichen (wynosi nas z ok. 1000 m.n.p.m. na dnie doliny, na ponad 2000 m.n.p.m.). Pogoda jak drut, widoki wspaniałe: soczyste pastwiska u stóp potężnych urwisk, wapienne ściany górskich szczytów – w tym słynnej trójki Eiger, Mönch i Jungfrau, jęzory lodowców i pomniejsze wodospady. Sielankowe krajobrazy Berneńskiego Oberlandu i ogromna pionowa ściana Eigeru górująca tuż nad głową - jedna z najbardziej legendarnych dróg wspinaczkowych świata… Co tu dużo mówić, niech zdjęcia to przybliżą. Wchodzimy jeszcze spacerkiem jeszcze na szczyt
Männlichen, i dalej ruszamy w przeciwną stronę – panoramicznym szlakiem do przełęczy
Kleine Scheidegg . Tam dociera kolej zębata (która dalej wdrapie się aż do Jungfraujoch), jest też niewielkie centrum turystyczne. Niesamowite to jest, że na każdą prawie przełęcz w tej Szwajcarii można dojechać – jak nie koleją, to gondolami… Kolejny etap to krótkie podejście do
Eigergletscher - choć tutaj dociera zupełnie inna gondola z Grindelwaldu. Gdyby ktoś chciał, mógłby swój spacer zakończyć i zjechać do miasta z tego miejsca. Jednak zdecydowanie warto kontynuować trekking, schodząc ciągle lekko w dół u podnóża północnej ściany
Eigeru. Po drodze mijamy kolejne stada krów, każda z gigantycznym dzwonkiem – zastanawiam się, czy to ciągłe dzwonienie jednak im nie przeszkadza… Choć pewnie nie bardziej niż wszechobecne muchy. Trasę kończymy na stacji kolejki w
Alpiglen, skąd szczęśliwi, że nie musimy już dalej nigdzie iść zjeżdżamy do Grindelwaldu. Absolutnie piękna trasa, nietrudna – do polecenia w całości, lub fragmentach – każdemu!