Geoblog.pl    migot    Podróże    Sprawozdanie z podróży na Zakaukazie (2016)    Stolica
Zwiń mapę
2016
01
lip

Stolica

 
Gruzja
Gruzja, Tbilisi
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 2728 km
 
Wstęp: Śniadanie na tarasie guesthosu w Stepancmindze – ostatni rzut oka na Kazbek. Kapryśna góra akurat teraz jest niemal doskonale widoczna... Opuszczamy definitywnie Kaukaz, jedziemy na południe - za plecami zostawiamy zielone góry i ośnieżone szczyty, przed nami słoneczne równiny i stołeczne Tbilisi.

Cel: Tbilisi

Materiały i metody Marszrutka z Kazbegi do Tbilisi – 10 GEL, nocleg w pokoju 6-osobowym w hostelu BHM, przy jednej z głównych ulic miasta (Rustaveli 14) – 15 GEL/os/noc. Miejsce może nie jest o najwyższym standardzie, ale właściciel to pomocny człowiek, jako nie-Gruzin nie ma interesu sprzedania wam usług połowy rodziny, za to można z nim porozmawiać z odpowiednim dystansem i o Gruzji, i o Armenii, i o życiu w ogóle.
Karta na metro – 2 GEL, jeden przejazd metrem: 0.50 GEL. Wjazd kolejką linową na wzgórze Sololaki – 1 GEL, opłata przy użyciu tej samej karty co i metro. Wstęp do ogrodu botanicznego - 2 GEL. Godzina w publicznej łaźni z siarkowymi wodami (dla mężczyzn) - 3 GEL.

Przebieg: Znany nam już dworzec Didube, wsiadamy w metro i lądujemy w pobliżu Placu Wolności. Na odchodzącej od niego reprezentatywnej ulicy Rustaveli znajdujemy hostel, zrzucamy plecaki – i około 13 jesteśmy gotowi na zwiedzanie miasta!

Tbilisi na pierwszy rzut oka wywołuje nieco mieszane uczucia. Jest mocno eklektyczne, koło walących się budynków znajdziemy ultra nowoczesne budowle z metalu i szkła, neoklasycystyczne gmachy sąsiadują z odrestaurowanymi kamieniczkami z wycyzelowanymi, drewnianymi balkonikami. Na starówce ciągle można znaleźć zaniedbane budynki kamieniczne, czasem wsparte metalowymi legarami, z odrapanymi, wewnętrznymi podwórkami. To ślad ginącej przeszłości, na swój sposób urokliwej, jednak przy codziennej egzystencji we współczesnym świecie - zapewne uciążliwej. Z drugiej strony mamy nowe inwestycje – fikuśne, wymyślne bryły, które w żaden sposób ani nie nawiązują do starej zabudowy, ani za bardzo do niej nie pasują. I nie chcę tu mówić, że to miasto kontrastów – dość wyświechtany frazes – ale jest coś kłopotliwego w tym brutalnym zderzeniu starego z nowym.

Upał jest niemiłosierny, błądzimy starówką, kilka pokazowo odnowionych uliczek i sporo zniszczonych, popękanych budynków, które stojąc negują prawa fizyki. Znajdujemy słynną wieżę zegarową, reklamę pobliskiego teatru – jej dziwaczna konstrukcja możne uchodzić za alegorię architektury tego miasta...

Powoli przemieszczamy się w stronę mostu Metechi. Tutaj jest znacznie bardziej elegancko, uliczki pełne są drogich lounge barów, z sofami na wolnym powietrzu i fajkami wodnymi. Jeśli przejdziemy przez rzekę Kurę znajdziemy się w parku Rike – to miejsce gdzie architektów poniosła fantazja… Nas interesuje dolna stacja kolejki, która za okazyjne 1 GEL zabiera ludzi na szczyt wzgórza Sololaki. Bardzo przyjemna przejażdżka, z pięknym widokiem na całe Tbilisi. Na szczycie trudno przeoczyć pomnik Matki Gruzji, wielgachne dzieło mocno socrealistycznej urody, przedstawiające kobietę trzymającą czarkę z winem dla gości w jednej ręce, i miecz dla wrogów w drugiej. Na tym samym zboczu rozłożyła się twierdza Narikala – teraz to tylko ruiny, ale bardzo malownicze. Ścieżka prowadząca w dół, na drugą stronę górki, prowadzi zaś do Narodowego Ogrodu Botanicznego Gruzji. Sympatyczny to park, z wodospadem i rzeczką gdzie można zamoczyć stopy po długim marszu, romantycznymi mostkami i dużą ilością dającej wytchnienie od upałów zieleni – ale bardzo marny ogród botaniczny… Ze świecą szukać tabliczek z nazwami roślin (lub roślin innych niż bluszcz i iglaki) – a miałam szczerą nadzieję zidentyfikować tam moje kaukaskie kwiaty z fotografii…

Wychodząc z ogrodu do miasta trudno nie trafić na dzielnicę siarkowych łaźni, Abanotubani. Jedna z nich (numer 5) jest publiczna, i za całe 3 GEL (mniej niż 6 PLN!) można tam spędzić godzinę w saunie, siarkowym basenie lub/i pod prysznicem. Jest tylko jeden warunek – trzeba być mężczyzną… Za tę kwotę panie mogą skorzystać jedynie z prysznica. Jest w tym jakaś dziejowa niesprawiedliwość, a to przecież kraj który ochrzciła kobieta (św. Nino) i którego najbardziej szanowanym władcą była królowa Tamar… Dla przykładu w Maroku sytuacja jest rozwiązana tak, że o ile nie ma „na stanie” osobnych pomieszczeń, do łaźni w wyznaczonych godzinach wchodzą tylko mężczyźni, w innych zaś kobiety.
Michał został więc naszym emisariuszem w tym łaźniowym rytuale, i zgodnie z jego opisem sprawa wygląda tak: najpierw wchodzi się do sali-przebieralni, gdzie panowie rozbierają się do stroju Adama. Jest to jednak pomieszczenie wielofunkcyjne, tutaj można porozmawiać z towarzyszami, zapalić papierosa, napić się piwa i zagrać w karty. Dalej jest łaźnia z prysznicami na środku, kamiennymi leżankami i niewielkim basem w rogu, na 6-10 mężczyzn, gdzie siedzi się zanurzonym do połowy torsu. Ostatnie pomieszczenie to sauna. Zgodnie z kulturą saunową należy chlusnąć z wiadra wodą na ławkę nim się na niej posadzi nagie cztery litery. Szkoda, że to świat zarezerwowany tylko dla mężczyzn - ale cóż, my miałyśmy swoje lokalne doświadczenie higieniczne w Maroku, Michał ma swoje w Gruzji!

W czasie kiedy Michał poznawał ten aspekt gruzińskiej kultury my mogłyśmy jedynie usiąść na kopułach łaźni lub zapłacić wielokrotność tych 3 GEL w prywatnym przybytku. Zamiast tego obserwowałyśmy bandę dzieciaków biegających za szczeniakiem. Dziwnym trafem ich ulubioną zabawą było szturchanie pieska, co głęboko nas oburzało. Mama wzięła szczenię na ręce i taki obrót spraw był szokujący dla młodzieży. Mieli takie miny, jakby pierwszy raz w życiu widzieli, że zwierzę można głaskać – część z nich nawet później przekonała się do takiej formy interakcji. Może zaszczepiłyśmy jakieś ziarno szacunku dla zwierząt?

Powoli zapadał zmierzch, moment na który czekaliśmy, by zobaczyć „śpiewające fontanny” w parku Rike. Albo to zły dzień, albo zła godzina - w każdym razie nic zupełnie się tam nie działo, najbardziej kolorowym elementem krajobrazu był Most Pokoju podświetlony ledami na flagę gruzińską. Z ciekawostek (za przewodnikiem) ta nowoczesna kładka dla pieszych, mimo zamierzeń architekta by upodobnić ją do morskiego stworzenia mieszkańcom miasta ma się kojarzyć z… podpaską. Wierzcie mi, po tej informacji już nigdy nie popatrzycie na nią tak samo!
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (27)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (2)
DODAJ KOMENTARZ
marianka
marianka - 2016-07-06 21:42
Brawo dla edukacyjnej akcji Twojej Mamy! :)
 
BPE
BPE - 2016-09-17 20:36
my na Tibilisi poświeciliśmy 4 pewne dni, ale mam poczucie, że zwiedziłam to miasto prawie w 100%
 
 
migot
Magdalena M
zwiedziła 15% świata (30 państw)
Zasoby: 263 wpisy263 515 komentarzy515 4626 zdjęć4626 1 plik multimedialny1