Geoblog.pl    migot    Podróże    Sprawozdanie z podróży do Państwa Środka (2017)    No to w drogę
Zwiń mapę
2017
20
kwi

No to w drogę

 
Polska
Polska, Warszawa
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 277 km
 
Wstęp: Mimo tylu przygotowań, list, spisów – już na wstępie udało mi się zapomnieć legitymacji uprawniającej do ulgowego przejazdu PKP... To podwoi na ‘dzień dobry’ koszt podróży do Warszawy, a że nonszalancko wybrałam Intercity… Wewnętrznie pogodzona ze stratą zaraportowałam konduktorowi sytuację – z pytaniem co mam zrobić, i przygotowałam się na uiszczenie dopłaty podczas kontroli. Jakież było moje zdziwienie gdy tenże sam pan zwrócił mi skasowany bilet bez mrugnięcia okiem. Zdezorientowana przyjęłam to jednak jako dobry znak – co miało być pechowym początkiem okazało się szczęśliwym uśmiechem wyrozumiałego losu.

Cel: Pekin – „Północna Stolica”

Materiały i metody: Lot liniami SAS : Warszawa – Kopenhaga – Pekin – Kopenhaga – Warszawa.

Przebieg:
Patrzę jak za oknem znikają kilometry dzielące Poznań i Warszawę. Oto zaczęła się podróż do miejsca będącego marzeniem większości szanujących się globtroterów. Jak przed każdą podróżą starałam się poznać lepiej miejsce, do którego zmierzam (patrz bibliografia poprzedniego wpisu) – jego historię, kulturę, zwyczaje. Przed podróżą do Chin taka ścieżka edukacyjna wiedzie m.in. przez „rewolucję kulturalną” – coś, o czym się słyszało, ale zwykle ma się o tym raczej mgliste pojęcie. Wiadomo, nacisk edukacyjny jest u nas kładziony na nasze własne demony, na okropieństwo II wojny światowej, Holokaust, sowieckie gułagi... Colin Thubron, który po Chinach podróżował w latach 80., tuż po częściowym otwarciu na Zachód, tak opisał podówczas niedawną historię:

„W latach 1966-1968 Chiny pogrążyły się w przerażającym, zbiorowym szaleństwie. Nikt nie mógł czuć się bezpieczny. Urzędnicy, lekarze, nauczyciele, naukowcy, cała elita artystyczna, każdy kto nosił skazę przywilejów czy wpływów Zachodu (oraz miliony ludzi, których to nie dotyczyło) – wszyscy oni byli rytualnie poniżani, torturowani w wyrafinowany sposób, skazywani na wygnanie, bici na śmierć. Podczas typowych chińskich ”sesji walki i krytyki” setki kolegów z pracy poddawało ofiarę bezlitosnej przemocy psychologicznej i fizycznej, co trwało wiele dni lub tygodni; zaprzeczano każdemu słowu torturowanego, oskarżeniami rozrywano jego przeszłość na strzępy, łamano wolę, aż jęcząc przyznał się do winy. W kraju panowała histeryczna ksenofobia. Życie kulturalne legło w gruzach. Sama różnorodność i piękno stały się przestępstwami. Zarzynano nawet koty i psy domowe (co wywoływało plagę szczurów). Wykopywano drzewa i krzewy ozdobne. Filatelistyka, szachy, hodowla złotych rybek – nic nie było niewinne.”
Colin Thubron, Za murem. Podróż po Chinach

Im więcej o rewolucji czytałam, tym bardziej mnie te fakty i smuciły, i przerażały i na swój sposób niepokoiły… Obłąkańcza walka z „czterema starymi rzeczami” – ideami, kulturą, zwyczajami i nawykami - przeżytkami burżuazyjnego społeczeństwa. Palono meble i książki, i wszelkie luksusowe dobra, wszystko co piękne i stare - zniszczono bezpowrotnie symbole i nośniki wielowiekowej tradycji. To smuci, bo to wielka strata - przepadła lwia część spuścizny wspaniałej cywilizacji, która dała światu szlachetną porcelanę i jedwab, papier i obróbkę laki, sztuczne ognie i kompas. Jest też swoista groza – jak za każdym razem, gdy patrzymy na najgorsze oblicze ludzkości. Na okrucieństwo i brutalność, których nie sposób pojąć. Stracone pokolenie, przesiedlane siłą na regiony wiejskie, w ramach systemowej próby unicestwienia wszelkiej elity intelektualnej. No i jest w końcu niepokój, bo co jeśli nic już nie zostało z tych dumnych Chin, bogatych sztuką, tradycją? Co jeśli to tylko maoistyczne pogorzelisko, pędzące przed siebie w nowoczesność bez tożsamości? Przecież chce się widzieć takie Chiny jak w „Mulan”, którymi opiekują się duchy przodków i figlarne smoki, legendarnie zjawiskowe jak w „Hero” – choć wiadomo, że takich Chin nie tylko już nie ma, ale też nigdy nie było – to tylko bajkowe, mityczne tęsknoty…

„W głębi naszych wyobrażeń i krajach zalega osad , który prześladuje nas jeszcze długo po rozpuszczeniu się w faktycznym doświadczeniu lub zdrowym rozsądku. (…) W anarchicznym okresie rewolucji kulturalnej, w latach 1966-1976, naród chiński nie tylko został sterroryzowany odgórnie, ale sam – dziesiątki milionów ludzi – stał się narzędziem własnych tortur. Kraj pogrążył się w osobliwej grozie. Milion ludzi straciło życie; około 30 milionów padło ofiara brutalnych prześladowań, nie sposób stwierdzić ile milionów umarło z głodu. Bardziej niż liczby przerażało jednak wyrafinowanie okrucieństwa – w jednej tylko prowincji stosowano siedemdziesiąt pięć metod tortur – a teraz moim myślom o tym kraju nieodmiennie towarzyszył tragiczny znak zapytania.”
Colin Thubron, Za murem. Podróż po Chinach

***

Ale może popadłam tu w lekką przesadę? Wszak mówimy o wydarzeniach sprzed ponad 40 lat, w Chinach wyrosły już pokolenia które nie pamiętają Mao. Zmiana jest możliwa, nikt rozsądny jadąc do dzisiejszych Niemiec nie ma już przed oczami nazistowskich zbrodni, lecz prężny, nowoczesny kraj, wiodący w europejskiej integracji, oferujący dom uchodźcom. Tak samo u nas – gdyby ktoś przyjechał tu z obrazem komunistycznej Polski z początku lat 80. – nie mógłby by się bardziej zdziwić... Chociaż na Zachodzie Chiny nieodmiennie kojarzą się z łamaniem praw człowieka, ograniczeniami wolności słowa, polityką „jednego dziecka”, niewolniczymi fabrykami – tam miały miejsce dynamiczne przemiany na niespotykaną skalę!

Przede wszystkim w całej Azji konfucjańskiej nie znano koncepcji „czyichś praw”, a tylko społecznych powinności i prawa stanowionego przez państwo. Ponadto system prawny typu zachodniego zaczęto wprowadzać w Chinach na szeroką skalę dopiero w okresie reform Deng Xiaopinga*, na przełomie lat 70. i 80. Po raz pierwszy od trzech tysięcy lat! (…) Indywidualistyczna tradycja judeochrześcijańska i idea przyrodzonej godności człowieka na których opiera się nasza koncepcja praw człowieka – w Azji Wschodniej była zupełnie obca. W Chinach na te trudności kulturowe nałożyły się jeszcze polityczne. W okresie wychodzenia z komunizmu w latach 80. XX w. za mówienie o prawach człowieka wsadzano do więzienia. Dopiero w latach 90. wpisano je do konstytucji. Oczywiście droga do ich przestrzegania jest długa. Chiny od koszarowego komunizmu Mao przeszły do chaotycznego autorytaryzmu, nie do demokracji. (…) Jak wskazuje wielu najlepszych specjalistów zachodnich, Chiny nie są już krajem komunistycznym. Od 1992 roku partia rządząca dopuszcza tam rozwój dzikiego wręcz kapitalizmu. Przypominam, od początku lat 80. wzrost PKB wynosi tam blisko 10 proc. rocznie, co jest rekordem światowym. Jak podkreślają Chińczycy, dopiero za czasów Deng Xiaopinga zlikwidowano głód endemiczny, który występował tu od 3 tys. lat. Rację mają tacy specjaliści jak prof. Tony Saich z Harvardu, że Chińczycy nigdy przedtem nie cieszyli się tak szerokim zakresem wolności osobistych i takim dobrobytem jak dziś.
Prof. K. Gawlikowski, wybitnym badacz dziejów Azji Wschodniej – wywiad w NG Magazine 05/2008

Cóż, nadszedł czas by odłożyć na bok książki, artykuły, uprzedzenia, nadzieje i wyobrażenia – czas zobaczyć to na własne oczy! Czekamy na boarding na Okęciu, mam nadzieję że kolejny, wpis będzie już zza Wielkiego Muru!

------------------------------------------------------------------------------------------------------
* Deng Xiaoping –jeden z najwybitniejszych polityków chińskich XX w.. W okresie od 1978 do 1989 roku faktyczny przywódca ChRL, inicjator reform społeczno-gospodarczych oraz otwarcia Chin na świat. [Wikipedia]
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (4)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (2)
DODAJ KOMENTARZ
marianka
marianka - 2017-04-20 21:03
Przerażająco-fascynujące. Gratuluję dobrze odrobionego zadania domowego :)
 
zula
zula - 2017-04-21 06:11
Bardzo interesujący wpis!
 
 
migot
Magdalena M
zwiedziła 15.5% świata (31 państw)
Zasoby: 295 wpisów295 648 komentarzy648 5417 zdjęć5417 1 plik multimedialny1