Geoblog.pl    migot    Podróże    Sprawozdania z podróży po Ameryce Południowej (2011)    <i>Mission completed!</i>
Zwiń mapę
2011
26
sie

Mission completed!

 
Peru
Peru, Iquitos
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 12752 km
 
Wstęp: Spakowane niecierpliwie czekamy aż mañana (rano) wysłużony Henry dobije do portu w Iquitos. Dzieciaki bawią się, Peruwiańczycy spokojnie bujają się w hamakach, na oko nic się nie zmieniło…

Cel: Iquitos, Iquitos, Iquitos!!!!

Przebieg: Łapiemy zasięg, musimy być już blisko, ponoć godzina drogi. Nagle Henry kreci piruet na środku Ukajali i dobija do brzegu. Mała łódka zwiadowcza, która sprawdza głębokość rzeki, ma zepsuty silnik. Stoimy i czekamy – tak blisko celu – najcięższy moment podroży. Małe rybki wyskakują z wody, pluskając się koło burty statku, ich łuski lśnią niczym żywe srebro w promieniach południowego słońca. W końcu rozlega się dźwięk motorka, chwile po tym – ryk silników naszej lancha (statek rzeczny). Odpływamy. Jeszcze godzina…
Cztery godziny później, dalej została nam tylko godzina. Nawet latynosi trąca cierpliwość i zaczynają sprzeczać się z kapitanem. Tak jak każdy Polak zna się na polityce, tak każdy Peruwiańczyk zna się na kierowaniu statkiem. Coraz bardziej męczące (bo zmęczone) dzieciaki robią się nieznośne, a my przynajmniej możemy powiedzieć im szczerze, od serca i po polsku co z nimi zrobimy jeśli nie dadzą nam spokoju. Nic sobie z tego rzecz jasna nie robią, ale nam opada ciśnienie.
Nasze żołądki wywracają się na drugą stronę, zamknięto okrętową kuchnię i bar. Jest 15:00, my odrzuciłyśmy poranny kleik, bo byłyśmy pewne, ze za 3 godziny czeka nas wielka pizza (oczywiście jesteśmy wielkimi zwolenniczkami jedzenia lokalnych specjałów, z pogardą patrzymy na turystów w McDonaldach, ale teraz to była wyższa konieczność).
W końcu na nabrzeżu pojawiają się zabudowania, miasto marzeń, biblijna Ziemia Obiecana – Iquitos! W porcie nie mogło być łatwo, wejście zatarasowała olbrzymia tratwa…
Godzina 16:00, zaraz zjemy otaczających nas ludzi! Po manewrach portowych w końcu zeskakujemy, a nawet zostajemy prawie wypchnięte na zaśmiecony, stromy i zakurzony brzeg…
Szybka riksza, hostel i jest… idealnie cienka, chrupiąca od spodu, ze świeżą bazylią i nieziemskim serem… Było to prawdopodobnie ostatnie miejsce na ziemi, w którym spodziewałam się napotkać dobrą pizzę, jednak owszem, koło ryneczku – dla każdego, kto tak jak my będzie po tygodniowym rejsie półtowarowym statkiem po rzecze Ukajali…

Dyskusja wyników i wnioski: Gdybyśmy wiedziały, że statek nie będzie płynął 3-4 dni tylko tydzień, zapewne nigdy byśmy na niego nie wsiadły. A gdzie jak nie tu tak napatrzyłybyśmy się na selve, cieszyłybyśmy się bajecznymi gwiazdami i zachodami słońca, poznały życie amazońskich rzek, oraz zgłębiły sens południowoamerykańskiego słowa mañana…?
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (7)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (3)
DODAJ KOMENTARZ
zula
zula - 2011-08-28 00:56
...najważniejsze to cel - ! Wszystkiego dobrego w dalszej wędrówce , pozdrawiam
 
monia
monia - 2011-08-28 20:12
Powodzenia dziewczyny!!!!Bardzo przyjemnie się czyta :) ahhhh jak ja ci M. zazdroszczę......:)
 
Magda od Luberta
Magda od Luberta - 2011-08-29 15:31
Dzięki za możliwość śledzenia Waszej podróży.
Kibicujemy! Mój tata tez sie po Peru włóczył ale jego przygoda nie wygladala tak fascynująco.
 
 
migot
Magdalena M
zwiedziła 15.5% świata (31 państw)
Zasoby: 287 wpisów287 596 komentarzy596 5192 zdjęcia5192 1 plik multimedialny1