Wstęp: Nie zaczyna się najlepiej - już w drodze na lotnisko dostajemy informację, że planowany na jutro szlak w głąb kanionu Masca będzie zamknięty – z naiwną nadzieją zmieniamy rezerwację na kolejny dzień, jednocześnie patrząc na rosnące opóźnienie samolotu…
Cel: Dostać się na Teneryfę.
Materiały i metody: *Wynajem auta – polecana, lokalna wypożyczalnia Cicar - 154,77€ za 6 dni, z pełnym ubezpieczeniem i dodatkowym kierowcą.
*Nocleg: Tulum Airostel, San Isidro, pokój z łazienką (wspólna kuchnia dla kilku pokoi) -162€/3 noce.
Przebieg: Ostatecznie dobijamy do 1.5h opóźnienia, choć pomyślne wiatry pozwalają nadrobić część opóźnienia i ostatecznie lądujemy jedynie 45 minut po czasie. Koło 23 odbieramy bardzo sprawnie samochód z powszechnie polecanej wypożyczalni CICAR – rodzimej dla Wysp Kanaryjskich, oferującej dobre ceny, brak depozytu i pełne ubezpieczanie. Strategicznie wybrane miejsce noclegowe jest dość podstawowe, w raczej „sypialnianej” okolicy, położonej tak z 10 minut jazdy od lotniska i z nie tak wcale popularną opcją bezkontaktowego check-inu o każdej porze (co było dla nas kluczowe).
Generalnie na temat wyboru „bazy” na Teneryfie napisano już chyba wszystko, a temat budzi emocje bo sprawa nie jest zupełnie trywialna. Najbardziej podstawowy podział wyspy to ten na
północ i południe, biegnący w nie do końca oczywisty sposób. I tak np. stolica, Santa Cruz de Tenerife, choć patrząc na mapę zdaje się być w jej północnej/północno-wschodniej części, klimatycznie zaliczana jest do południa. Różnice między tymi regionami są dość zasadnicze. Południe jest suche i słoneczne przez cały rok – tak więc tutaj ulokowały się kurorty turystyki masowej ze szpalerami hoteli ocieniających całe kilometry wybrzeża, oraz chaos budowanych masowo apartamentowych osiedli. Północ jest bardziej górzysta, chłodniejsza, deszczowa, ale też wegetacja jest bujniejsza, tutaj znajdziemy więcej uroczych wiosek i miasteczek, tradycyjnych lokalików gastronomicznych
guachinche i klimatycznych miejsc noclegowych. Nie mogąc zdecydować się na jedno miejsce zamieszkania, nawet w trakcie tak krótkiego pobytu (6 nocy), ostatecznie zarezerwowaliśmy dwa – jedno na południu, w pobliżu lotniska, drugie, niewielkie Airbnb na północy, koło Tacoronte – z nadzieją, że tam nie przemarzniemy za bardzo...