Wstęp: Druga połowa 2025 była u mnie zdominowana przez pracę, co negatywnie odbiło się na podróżach… Choć po prawdzie były miesiące, gdzie latałam po Europie jak Taylor Swift (tyle, że lowcostami) – i w te głównie zawodowe wyjazdy udało się wcisnąć pobocznie trochę zwiedzania (zwłaszcza mniej oczywistych miejsc listy UNESCO Beneluksu), tak zdecydowanie nie zaspokajało to podróżniczych potrzeb. Żeby mieć jakiekolwiek światełko w tunelu, jeszcze w listopadzie zarezerwowaliśmy loty do miejsca, gdzie powinno być ciepło, słonecznie, zielono, a jednocześnie nie trzeba będzie zbyt wiele planować…
Cel: Podróżnice otwarcie roku – słońce i trekkingi na
Teneryfie.
Materiały i metody: *Lot: bezpośrednie loty z Krakowa na Teneryfę; Ryanair (z jednym rejestrowanym bagażem 10kg na parę): 985,84 PLN.
Przebieg: Wyspy Kanaryjskie odwiedziłam do tej pory tylko raz, jakieś 15 lat temu – celem było Lanzarote, a wyjazd w pełni zainspirował film „Przerwane objęcia” Almodovara. Był to typowo studencki wypad, z kombinowanym przelotem przez Hiszpanię (nie było wtedy tak dogodnych połączeń jak teraz), ze spaniem na plaży, Couchsurfingiem, łapaniem stopa przez wulkaniczne krajobrazy wyspy i szalonym karnawałem – wspominam to doskonale!
Tym razem priorytetem miała być zieleń i trasy trekkingowe, więc wybór padł na Teneryfę. Z jednej strony jest ona szalenie popularna wśród turystów hotelowo-plażowo-basenowych, z drugiej zaś jest rajem dla podróżników stawiających na aktywny wypoczynek – choć tej drugiej odsłony (sądząc po reakcjach znajomych na kolejną podróżniczą destynację) jakoś nie wszyscy są świadomi. A Teneryfa, dzięki zróżnicowanemu terenowi, wielości krajobrazów i pięter roślinnych, jest wręcz jednym z najlepszych miejsc do których można – w +- 5h lotu samolotem - uciec zimą z Europy na przyjemne trekkingi. Zresztą, właśnie ta wyspa posiada najwyższy szczyt Hiszpanii, wulkan Teide. Zdobycie permitów pozwalających na wejście na sam wierzchołek jest wręcz legendarnie trudnym zdaniem – któremu z refleksem podołałam! – po czym musiałam z wejścia zrezygnować, bo po sztormie Emilia i rekordowych opadach śniegu tej dekady szlaki na stokach Teide zostały zamknięte dla zwykłych turystów. Choć ostatecznie umożliwiono wejście doświadczonym alpinistom, my się za nich w żadnym stopniu się nie uważamy, więc nie będziemy naginać rzeczywistości – ani wozić dodatkowego sprzętu (wymagane raki i czekan!), który były wykorzystany tylko na to jedno podejście... Ale na szczęście jest wiele ciekawych alternatyw!
*
Po miesiącach mgieł na Balicach dzisiaj pogoda zapowiada się łaskawie – liczmy więc, że uda nam się wylecieć z Krakowa bez problemu. Szkoda jedynie, że dalej na Geoblogu brakuje komentarzy – krwioobiegu naszej małej społeczności - a tyle było ostatnio ciekawych i szalonych podróży! Mam nadzieję, że nastąpi w tym temacie jakaś poprawa, bo inaczej to może być gwóźdź do trumny naszego ledwo zipiącego portalu…