Geoblog.pl    migot    Podróże    Sprawozdanie z podróży do Państwa Środka (2017)    Ostatnie kroki w Państwie Środka - przemyślenia końcowe
Zwiń mapę
2017
05
maj

Ostatnie kroki w Państwie Środka - przemyślenia końcowe

 
Chiny
Chiny, Beijing
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 10657 km
 
Wstęp: Niewiele ponad twa tygodnie w Chinach dobiegały końca – w piękny, słoneczny dzień spakowaliśmy manatki i poszliśmy wydawać ostatnie juany. Po piaskowej burzy dnia poprzedniego szczęśliwie nie było śladu – silne, łamiące gałęzie wietrzysko oczyściło niebo. Skoczyliśmy po ostatnie pamiątki do pobliskiego sklepiku (przyprawy, glazura do pekińskiej kaczki, herbata), zjedliśmy na śniadanie ostatnie pierożki, nawet wysłaliśmy kilka kupionych w pierwszych dniach pocztówek (znaczek do Polski 4.50 CNY). Zajrzeliśmy na Perłowy Market, który okazał się być całkiem blisko naszego hoteliku. Sporo tam pamiątek, chociaż jako taki zdaje się być bardziej uporządkowany i elegancki, nastawiony na turystów (dowożonych busami pod same drzwi), niż podobne centra handlowe w Szanghaju, które wciągnęły nas na dobre pół dnia…

Cel: Dom! Ale najpierw długa podróż, z nieprzemyślaną zbytnio przy zakupie biletu przesiadką w Kopenhadze...

Materiały i metody: Chińskie śniadanie w niewielkim barze – 6 CNY. Paczka pieprzu kajeńskiego – ok. 6 CNY, paczka anyżu gwieździstego – 2,50 CNY. Herbaty – w każdej cenie, za paczkę 50-100g raczej nie mniej niż 20 CNY (a częściej znacznie więcej, choć to zależy od rodzaju). Przejazd z centrum Pekinu na lotnisko: 25 CNY; ok 25 minut.

Przebieg: Na lotnisku nadajemy plecaki, upewniając się, że nie ma w rejestrowanym bagażu zabronionych baterii, powerbanków i wybuchających Samsungów Galaxy. Jednocześnie – drżałam o stan szczelnie opakowanego wieloma warstwami tekstyliów terakotowego żołnierzyka i fajansowego czajnika.
Wyjazd z kraju zajął nam nieco więcej czasu niż wjazd. Po w miarę sprawnej odprawie paszportowej kolejna kontrola - kobieta patrzyła to na mnie, to na paszport, to na komputer – co tam sprawdzano? Modliłam się w duchu by nie była to dokumentacja naszego zameldowania w Chińskiej Republice Ludowej - turysta ma teoretycznie obowiązek każdego dnia zameldować swoje miejsce pobytu władzom. Gdy jesteśmy w hostelu czy hotelu robi to za nas recepcja, ale te wszystkie noce w pociągu, z Couchsurfingu, w podejrzanym hotelu w Xi’an, gdzie nikt nawet nie rzucił okiem na nasz paszport… A za każdą nieudokumentowaną noc grozi kilkaset juanów grzywny… Ale na szczęście przedmiotem kontroli musiało być coś innego, bez problemów poszliśmy dalej, by chwile przed 15:00 wzbić się w powietrze w długą drogę do domu…

Podsumowanie wyników i wnioski: Chiny z pewnością nie każdemu przypadną do gustu, ale nam podobało się bardzo! Tak odmienna architektura, kultura (czasem ta inność jest oczywiście odstręczająca, jak w przypadku publicznego spluwania), zaskakująca kuchnia – szczególnie w rejonie północnego i środkowego wschodu znacznie różna od naszych standardowych wyobrażeń o kuchni chińskiej. Ale jednocześnie jest tam (przynajmniej taką piękną wiosną jak nam się trafiła) całkiem przyjemnie, „zwyczajnie” – przynajmniej w dużych miastach; bardzo bezpiecznie – przez ani jedną chwilę nigdzie nie czuło się jakiegokolwiek zagrożenia. Mogłabym spokojnie wyobrazić sobie kilkumiesięczny staż np. w Pekinie.

Ale żeby podróż przebiegała gładko trzeba się do niej przygotować – jeśli ktoś zdecyduje się na wyjazd last minute, lub z braku czasu nie zdąży „odrobić zadania domowego” – może napotkać wiele frustrujących sytuacji. Po pierwsze – jest jakaś fundamentalna bariera językowa. I przecież wcale lepiej niż mandaryńskiego nie umiałam bahasa indonesia czy suahili, ale ani w Indonezji, ani w Tanzanii, nie było aż takich problemów z komunikacją. Jest jakiś Wielki Mur niezrozumienia – ale w dzisiejszych czasach na wyciągniecie każdego smartfona jest darmowa technologia oferująca proste rozwiązanie – translatory. Zawczasu kilka kliknięć ściągnie słownik chińskiego do popularnego Google translate, dzięki czemu z aplikacji można korzystać off-line. Każdy Chińczyk ma na swoim telefonie translator na język angielski, więc gdy tylko podejdzie się do młodej osoby z jakimś pytaniem, to zwykle dokłada wszelkich starań by nam z naszym problemem pomóc. I to jest miłe! Ile razy podchodzi się do kogoś zapytać o drogę, nawet w Polsce, gdzie nie ma przecież problemów z komunikacją, to gdy ktoś nie wie, to po prostu kręci głową i idzie w swoją stronę – tam nie przypominam sobie ani jednej takiej sytuacji. Mapy Baido i translator idą w ruch! Oczywiście trzeba pamiętać o sprawie numer dwa – jeśli mamy hotelową rezerwację koniecznie wydrukujmy, zapiszmy, zróbmy zdjęcie – cokolwiek - adresowi i nazwie hotelu zapisanej chińskim skryptem (krzaczkami) – uproszczenie go do alfabetu łacińskiego, bez akcentów fundamentalnych dla języków tonalnych, gubi sens i ludzie stają się bezradni. No i kwestia numer trzy – trzeba pamiętać o blokadzie pewnej bardzo popularnej za Zachodzie części Internetu – Facebooka i wszystkiego od Googla. Jeśli ktoś chciał kupić chińską kartę i korzystać z map w telefonie, albo przy hotelowym wi-fi chciałby mieć dostęp do gmaila czy na bieżąco denerwować znajomych swoimi fotkami z egzotycznej podróży wrzucanymi na Facebooka – nic z tego. Ale jest też rozwiązanie – wystarczy zainstalować na swoim urządzeniu, -telefonie, tablecie, notebooku - tzw. VPN, Virtual Private Network – i magicznie wszystkie cenzurowane strony są do naszej dyspozycji. Na wszystko jest sposób – ale trzeba się przygotować!

Moje drobne obawy o to, że w Chinach czeka mnie maoistyczne pogorzelisko w którym nie ma co zobaczyć były zupełnie przesadzone. Zabytków i atrakcji jest masa, teraz chętnie i pieczołowicie restaurowanych. Problemem są za to mocno wygórowane ceny biletów wstępu do niektórych atrakcji, no i tłumy - prawdziwe, redefiniujące znaczenie tego słowa t ł u m y turystów. I można na to narzekać, ale w końcu byłam tam gościem, takim samym turystą jak setki innych, i raczej oznaką dziwnej arogancji byłoby oczekiwanie że wielusetletnie skarby kultury będą tam czekać na mnie w samotności. A to, że sami Chińczycy teraz masowo wykazują wielki pociąg do swojej spuścizny, z jakichkolwiek pobudek (pogoń za selfie itd.), – to chyba tylko dobrze; może to zapewni, że szaleństwo rewolucji kulturalnej nigdy nie będzie mogło się powtórzyć…

------------------------------------------------------------------------------------------------------

A dla tych co zabrnęli z nami do końca chińskiej podróży - zapraszamy do pierwszego dzieła multimedialnego! Michał zebrał kręcone w trakcie podróży filmiki i poniżej jest krótka kompilacja na deser :)
Ps. Film ma dziwną tutaj datę dodania - jakiś powrót do przeszłości - ale oczywiście to relacja z tej podróży ;)
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
wiza do Chin
Wybierasz się tam? Będzie ci potrzebna wiza do Chin. W Geoblogu możesz ją zamówić z dostawą do domu! Zobacz cenę wizy do Chin, oferujemy najniższe stawki pośrednictwa w uzyskaniu wiz.
Multimedia (1)
Komentarze (2)
DODAJ KOMENTARZ
stock
stock - 2017-06-07 23:13
Ciekawa bardzo podróż i relacja - kilka ważnych przestróg na pewno uwzględnię, jak już się w końcu tam wybiorę (na co się szybko nie zanosi, choć niedługo w pewnym sensie odwiedzę chińskie terytorium).

Debiut filmowy też bardzo udany!
 
marianka
marianka - 2017-06-12 09:03
Ekstra podkład muzyczny :)
 
 
migot
Magdalena M
zwiedziła 15.5% świata (31 państw)
Zasoby: 301 wpisów301 681 komentarzy681 5637 zdjęć5637 1 plik multimedialny1