Była to bardzo udana podróż po starej, spokojnej Europie. Góry Szwajcarii spełniły wszystkie nasze marzenia o wysokich, alpejskich krajobrazach – były przykurzone lodowce, postrzępione szczyty, pastelowozielone rzeki, krystaliczne jeziora, szmaragdowe łąki, dziesiątki krów ogłuszających piechurów (i chyba same siebie?) polifonią swoich dzwonków, zadbane wioski z domami z pociemniałego drewna i ukwieconymi oknami. Były Włochy – trochę górsko, bardziej rodzinnie, bardzo smacznie, i pół na pół relaksacyjno-trekkingowo. A co by nie mówić, Włochy są zawsze satysfakcjonującym wyborem! I było kilka miejskich przystanków po drodze, w perłach Mitteleuropy.
Odwiedziliśmy pięć krajów, z czego dla mnie tylko jeden nowy (Lichtenstein – kraj numer 65!), dla Michała nowa była także Szwajcaria. Odwiedziliśmy też 11 miejsc z listy UNESCO – więcej niż zwykle nam się w podróżach udaje, ale też w Europie (a zwłaszcza we Włoszech), jak się rzuci kamieniem to się na jakieś UNESCO trafi – więc nie jest to szczególny wyczyn.
Łącznie zrobiliśmy naszą Skodą 3780 km (plus z Alicją i Giorgiem jakieś kolejne 600 po północnych Włoszech). Na winiety (Czechy, Austria, Szwajcaria) i płatne autostrady/odcinki (Włochy, Austria) wydaliśmy łącznie jakieś 520 PLN, spaliliśmy ok. 215 litrów benzyny za ok. 1660 PLN. Auto służyło nam dzielnie i nie sprawiło większych problemów. Z 18 noclegów 4 spędziliśmy w hotelach/hostelach, 4 u rodziny/znajomych, a pozostałe 10 na kempingach. Prawdopodobnie największą kategorię wydatków w budżecie stanowiły kolejki górskie i pociągi Szwajcarii – łącznie około 1550 PLN. W tym - wydaliśmy 150 CHF na kartę Half Fare, i 186,60 CHF na faktyczne przejazdy, co pokazuje, że zakup tej karty był zasadny (chociaż po prawdzie – gdy kupowaliśmy bilety na gondole w większości automatów ani nie trzeba było okazywać/skanować karty, ani nikt tego później nie sprawdzał…).
A wszystkim śledzącym naszą podróż dziękuję, i wciąż mam nadzieję, że któregoś dnia wrócą do naszej niezłomnej społeczności komentarze…