Geoblog.pl    migot    Podróże    Sprawozdanie z podróży w Alpy (2026)    Ticino - prawie WÅ‚ochy
Zwiń mapę
2026
17
sie

Ticino - prawie Włochy

 
Szwajcaria
Szwajcaria, Bellinzona
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 1334 km
 
Wstęp: Tego dnia planowaliśmy nasz ostatni trekking w szwajcarskich Alpach - ale pogoda miała inne zdanie… Niebo było zaniesione od rana, a podstawa chmur niska. Gdy podjechaliśmy pod stację kolejki w Fiesch (którą mieliśmy wyjechać do Eggishorn i dalej ruszyć panoramicznym szlakiem z widokiem na lodowiec Aletsch) już było widać, że górna stacja musi być pogrążona w chmurach. Potwierdziły to kamery internetowe z górnych stacji kolejki, a radary pogodowe pokazywały niekończące się pasma burzowych chmur, naciągające dokładnie nad nasze głowy…

Cel: Początkowo trekking (cel niewypełniony), a dalej UNESCO-we fortyfikacje Bellinzony…

Materiały i metody: *Nocleg: Ostello Montebello – 98,20 CHF (pokój 2 os bez łazienki, ale z umywalką) + 10 CHF parking. Zrzeszony z Hostelling International, bardzo przyzwoity standard w przystępnej (jak na Szwajcarię) cenie.
*Zamki Bellinzony – wstęp do niektórych części jest płatny, ale sporo można zobaczyć za darmo, chodząc w obrębie murów.

Przebieg: Zdecydowaliśmy ostatecznie, że wycieczka nie ma sensu – stracimy tylko pieniądze na gondole, a nic nie zobaczymy. A że nasyciliśmy się w sumie pięknem alpejskich pejzaży – bo generalnie do tej pory - przynajmniej do godzin popołudniowych - na szlakach towarzyszyło nam piękne słońce i pogodne niebo, to odpuściliśmy wycieczkę bez niedosytu.

Jedynie zastanawialiśmy się co zrobimy z nadmiarem czasu – do kolejnego punktu programu i miejsca noclegowego, we włoskojęzycznej części Szwajcarii, w wysuniętym na południe kantonie Ticino, mieliśmy teraz dotrzeć wczesnym popołudniem. Cóż, czas sam się częściowo wypełnił, gdy po przeprawie przez przełęcz Nufenen musieliśmy dłużej czekać na poboczu na ochłodzeniu układu hamulcowego… Pierwszy raz dymiło się nam spod klocków, a hamulec (na szczęście przejściowo) zmiękł i stracił część mocy…

*

Gdy dojeżdżaliśmy do Bellinzony powoli ustępował deszcz. Tym razem pojedynczy nocleg po drodze zaplanowaliśmy w hostelu – i to jakim! Znajduje się w okazałej willi z połowy XIX wiek, tuż przy murach miejskich. Oczywiście wystrój nie licuje z dostojną fasadą -ale gdyby budynek był odnowiony w wysokim standardzie, to nie okłamujmy się – byłby tam 4* hotel z 4-krotnie wyższą ceną za nocleg… Teraz sam fakt, że mamy solidny dach nad głową zupełnie nam wystarczył.

Ruszyliśmy eksplorować niewielkie miasteczko – które gdyby ktoś mnie tu teleportował, nie zdradzając lokalizacji, to ze 100% pewnością umieściłabym we Włoszech. Skojarzenia nie są przypadkowe – region od starożytności był związany z Italią, zwłaszcza Lombardią; od średniowiecza pozostawał głównie w strefie wpływów Como, a następnie księstwa Mediolanu. Szwajcarzy zaczęli zdobywać te ziemie w XV–XVI w., gdyż zapewniały kontrolę nad drogą przez przełęcz św. Gotarda, strategiczny trakt wiodący przez Alpy na północ Europy. Ostateczne zmiany nastąpiły podczas rewolucji francuskiej i epoki Napoleona, gdy na początku XIX wieku Ticino stało się pełnoprawnym kantonem Szwajcarii.

Bellinzona, stolica kantonu, leży w dolinie rzeki Ticino, i od wieków stanowi ważny węzeł komunikacyjny. Jest też jedynym tak dobrze zachowanym przykładem alpejskiej, średniowiecznej architektury obronnej – z trzema warownymi zamkami, częścią wałów obronnych i murami -które kiedyś zamykały całą szerokość doliny, pozwalając na pełną kontrolę handlowego traktu. Ostatecznie wychodzi nawet słońce, i w jego ciepłych, popołudniowych promieniach możemy cieszyć się bajkowymi wieżyczkami, blankami i zakosami murów biegnących przez sporą część miasta.

Poza tym zachowała się tu spora katedra, kilka uroczych uliczek, kilka zdobnych kamienic z różnych epok, i przyjemny, neorenesansowy ratusz początku XX wieku. Słońce rozlewa się na ciepłe fasady kamienic, nieco bardziej zaniedbanych niż w reszcie Szwajcarii. Widać, że jesteśmy popołudniowej stronie Alp – pojawiły się palmy, cyprysy i oleandry. Na ulicach słychać włoski, jest tu jakiś luz, którego próżno szukać w reszcie kraju. Kto wie, może to byłoby idealne miejsce do życia – praktycznie Włochy, ale z szwajcarską pensją?
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (36)
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
  • zdjÄ™cie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
migot
Magdalena M
zwiedziła 28.5% świata (57 państw)
Zasoby: 595 wpisów595 1711 komentarzy1711 13767 zdjęć13767 5 plików multimedialnych5