Wstęp: Kontynuujemy naszą podróż po Szwajcarii, tym razem kierując się do położonego w południowo-zachodniej części Kantonu Vallais (lub z niemieckiego – Wallis). Nim jednak zjedziemy do doliny Rodanu, chcemy zobaczyć jeszcze jedno miejsce. Jest to część UNESCOwego wpisu alpejskiego regionu lodowców Jungfrau-Aletsch, choć tutaj lodowcowe jęzory widzimy z pewnej odległości. I po prawdzie, to nie ten fakt mnie tam wabi, a dziesiątki zdjęć w social mediach – bo miejsce jest nie tylko niezwykle fotogeniczne, ale też popularne…
Cel: Nierealnie turkusowe
jezioro Oeschinensee.
Materiały i metody: *Gondola zjazdowa z górnej stacji przy Oeschinensee (OW) – 13.10 CHF.
*Parking pod stacją gondoli – 5h, ze zniżką przysługująca za skorzystanie z kolejki (trzeba zachować bilet) – 10.80 CHF (bez byłoby 24 CHF…).
*Przejazd pociągiem samochodowym z Kandersteg do Goppenstein (przewoźnik BLS) – 31 CHF. Taniej o 2 CHF jeśli kupi się bilet on-line (trzeba zarejestrować konto itd.), oraz taniej od pon-czw.
Przebieg: Miejsce jest do tego stopnia oblegane przez turystów, że nawet gondolka pokonująca jakieś 450 metrów i oszczędzająca niemal godzinę wspinaczki musi być rezerwowana z pewnym wyprzedzeniem. W związku z tym decydujemy się czas oszczędzić na zejściu, i ze sporą grupą innych osób, które nie załapały się na przejazd ruszamy przed 9 w górę. Nigdzie wcześniej, ani raczej nigdzie później nie doświadczyliśmy takich tłumów – momentami można było się poczuć jak w polskich Tatrach w drodze do Morskiego Oka. Ale widoki… cóż, rekompensują te niedogodności w całości. Nasze jezioro jest piękne, ale to konkretne to inna kategoria. Niesamowicie turkusowe, z wysokim wodospadem, i otoczone z każdej strony wysokimi szczytami. Popularność zupełnie nie dziwi…
Można poprzestać na podejściu na brzeg jeziora i tak sobie na 1500 m.n.p.m. plażować i pływać (bo tu prawie wszędzie wolno pływać w jeziorach), a można kontynuować widokową pętlą, która nie okrąża jeziora, ale wspina się kolejne 400 metrów do góry by objawić nam jeszcze piękniejsze widoki. Całość kończymy na górnej stacji kolejki (na zjazd bilety dostaje się bez problemu i bez rezerwacji lotu czasowego), pokonując łącznie niecałe 12 km.
*
Wczesnym popołudniem ruszamy dalej, a by najbardziej efektywnie przedostać się do Visp, które będzie naszą bazą wypadową na kolejne dni – wybieramy pociąg. Co z autem, może zapytacie? Otóż to pociąg samochodowy, który co prawda kosztuje niemało, ale pozwala skrócić trasę o kilka dobrych godzin… I była to dla nasz zresztą nowość, a więc i atrakcja sama w sobie. I jest to fajne, choć dość dziwne uczucie – zwłaszcza w tunelu…Wydaje się, że człowiek coś powinien jednak robić za kierownicą poruszającego się pojazdu;)