Geoblog.pl    migot    Podróże    Sprawozdanie z podróży do USA: Floryda i Big Easy (+ Bahamy) (2026)    Laissez les bons temps rouler!
Zwiń mapę
2026
04
mar

Laissez les bons temps rouler!

 
Stany Zjednoczone Ameryki
Stany Zjednoczone Ameryki, New Orleans
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 11123 km
 
CD.

Materiały i metody: *Jedzenie: Centrum (okolice centrum kongresowego): Cochon i Cochon Butcher (nieco drożej) – 930 Tchoupitoulas St. | Północ miasta, słynne kanapki: Po Boy i owoce morza – R & O Restaurant and Catering, 216 Metairie-Hammond Hwy| Midtown: Mandina's Restaurant, kuchnia kreolska (głównie owoce morza i ryby), olbrzymie porcje (warto podzielić się na pół) - 3800 Canal St. | Dzielnica Francuska, kawiarnie z beignet - np. Cafe Beignet (sieć) i Cafe du Monde (French Market, blisko nabrzeża).
*Koncerty: Jest sporo barów i miejsc koncertowych (aktualny katalog eventów na stronie nowoorleańskiego radia - WWOZ). Droższe miejsca w centrum i Uptown – biletowany wstęp + często obowiązkowa konsumpcja (np. min. 1-2 drinki), łącznie od ok. 50$. | Mniejsze bary w Dzielnicy Francuskiej - na Bourbon st. i (lepiej!) Frenchmen st. – wstęp darmowy z konsumpcją (np. 1 drink na set), lub/i cover charge za wejście – 5-20$ w zależności od „rangi” zespołu. | Bary w lokalnych dzielnicach, np. Treme i 7th Ward – darmowe lub, przy lepszym zespole, z cover charge (do 20$) – które zdają się płacić tylko turyści, którzy zbłądzili tak daleko od Dzielnicy Francuskiej… Okolica części takich tych barów może być szemrana, zwłaszcza nocą – więc lepiej uważać.

Przebieg: Ale zwiedzanie dzielnic to tylko część wizyty w Nowym Orleanie. Nie przez przypadek mottem miasta jest Laissez les bons temps rouler - które jest stylizowaną na cajuński francuski kalką językową angielskiego wyrażenia „Let the good times roll" – co można by przetłumaczyć jako „Bawmy się!” lub „Niech trwają dobre czasy!”. A co bardziej potrzeba do dobrej zabawy niż dobrego jedzenia i muzyki? Jednego i drugiego w Nowym Orleanie nie brakuje…

Słynna jest zupa/gulasz gumbo, zagęszczano okrą, zasmażką lub filé (przyprawą ze zmielonej kory drzewa sasafras), dania z rakami, sumami, krabami, kiełbaską andouille, kanapki Po Boy - najlepiej z mięsem w zawiesistym sosie, a na deser lub śniadanie - beignet czyli przypominające pączki smażone kawałki ciasta obsypane sowicie cukrem pudrem.

Muzyka znajdzie nas na każdym rogu – od ulicznych grajków po koncerty jazzowe w mniej lub bardziej eleganckich klubach. Szukając mniej turystycznych doświadczeń udałyśmy się do Treme, obszaru na północ od Dzielnicy Francuskiej – do Kermit’s Mother in Law Lounge. Nie było jeszcze późno (choć ciemno) - a już okolica zdawała się mocno podejrzana – przy odstraszającej estakadzie, z bezdomnymi i/lub naćpane osobami snującymi się w pobliżu… Tego dnia nie było tam koncertów – choć spotkałyśmy właściciela, jedną z jazzowych legend Nowego Orleanu –Kermita Ruffins’a. Jechał na koncert w innej części miasta (z tych płatnych, i to droższych) na gościnne występy… Miejsce wyglądało jak kiepska melina, byłyśmy jedynymi turystkami w okolicy (i jedynymi białymi w okolicy). Po chwili pojawiła się trzyosobowa rodzinka równie zdezorientowanych turystów (populacja białych na ulicy podwoiła się…). Nie było tam czego szukać - ewakuowałyśmy się więc UBERem do znacznie bardziej przyjaznej turystom Frenchmen Street - tam jazz słychać w każdym barze, niewielkie grupki uliczne dają jeszcze lepszy popis dęciaków na głównym skrzyżowaniu, turyści beztrosko hasają po ulicach. Cóż, Nowy Orlean to nie tylko kolorowe domki i zdobne balkony – miasto ma swoją dozę problemów, w tym przemocy, uzależnień i strukturalnej biedy. Czasem turyście lepiej będzie w turystycznym środowisku - choć wieczorem radzę omijać samą Burbon street (przynajmniej jej pierwszy odcinek biegnący od Canal st.). Tam kakofonia mieszających się setów jazzowych z disco, techno i czym tam jeszcze, z domieszką turystów nastawionych głównie na konsumpcję środków wyskokowych jest tylko męcząca…

Nie porzuciłyśmy jednak zupełnie pomysłu mniej turystycznego doświadczenia muzycznego. Inspirowana mocno serialem Treme*, kolejnego dnia skierowałam naszą wycieczkę do Bullet Sports Bar - lokalnej instytucji barowej. Położony w dzielnicy 7th Ward. Tutaj okolica była również mocno nieturystyczna, ale zdecydowanie mniej odpychająca niż nasza poprzednia przygoda. Tego dnia zresztą grał tam Kermit Ruffins z zespołem i gościnnie Irvinem Mayfieldem (inną, lokalną gwiazdą, na której koncie jest Grammy i zarzuty defraudacji publicznych pieniędzy – klasyczny Nowy Orlean). Koncert miała charakter dość wyluzowany, gdzieś między próbą a jam session. Kermit kończył jednego Bud Lighta za drugim, opowiadał więcej żartów niż grał na trąbce, wpadali co chwilę znajomi – zaczynali rapować do improwizowanego akompaniamentu, ewidentnie zaprzyjaźniona z artystami publiczność korzystała z okazji, by zwyczajnie, po sąsiedzku się zabawić. Skazany wcześniej na gitarę Irvin dał w końcu świetne solo na trąbce. A wszystko to za 20$ (których zdecydowanie nie płacił żaden z lokalnych gości – ale może tak powinno być…). Niestety, gdy set dobiegał końca, muzyk krający na basie zasłabł i osunął się na krześle – wołanie karetki to był nasz sygnał, by usunąć się z horyzontu zdarzeń… Mamy nadzieję, że ma się dobrze i dalej cały zespół będzie tak wspaniale chaotycznie bawić przyjaciół, znajomych, i okazjonalnych turystów…

*

I pomyśleć, że właśnie to miasto, które zdaje się najpełniej cieszyć życiem w całych Stanach, nawiedziła jedna z największych i najdroższych katastrof naturalnych USA - wystawiając na próbę ducha mieszkańców miasta. W zeszłym roku obchodziliśmy okrągłą, 20 rocznicę uderzenia huraganu Katrina** - wydarzenia, które większość z nas pamięta z mediów i dla wielu definiuje Nowy Orlean na równi z jazzem i słynnym karnawałem. 80% miasta znalazło się pod wodą i szacunkowo milion mieszkańców musiało czasowo opuścić swoje domy. Jednocześnie, rozmiar tej tragedii nie wiązał się bezpośrednio z ponadprzeciętną siłą niszczycielskiego żywiołu - nie był to największy huragan w historii, w momencie uderzenia w Nowy Orlean zelżała do kategorii 3 (w pięcio-stopniowej skali). Zresztą, tuż po uderzeniu huraganu zdawało się, że miasto uniknęło najgorszego – woda nie przelała się przez wały, ścisłe centrum było bezpieczne. Jednak ostatecznie wały nie wytrzymały napięcia – przerwały w ponad 50 miejscach, szybko zalewając kolejne dzielnice – co stało się jasne dopiero pokontrolnych przelotach helikopterem nad miastem. Zapanował medialnych chaos i podszyta systemowym rasizmem dezinformacja, błędnie sugerująca całkowite pogrążenie miasta w bezprawiu, szabrownictwie i przemocy. Odpowiedź służb była nie tylko spóźniona, nieadekwatna i nieskoordynowana, ale też bardziej skupiona na „utrzymaniu porządku” niż niesieniu faktycznej pomocy. Jedne z bardziej dramatycznych scen toczyły się na stadionie Superdome – miejscu „ostatniego schronienia” dla mieszkańców miasta, którzy nie zdążyli się ewakuować. Ponad 10 tysięcy osób trzymanych kilka dni bez dostatecznej ilości jedzenia i wody, bez sprawnych toalet, w upale, z cieknącym dachem, i wszystko pod bronią – nikomu nie pozwalano opuszczać tego miejsca… Katrina uwidoczniła trwałe podziały klasowe, rasizm służb i raportujących sytuację mediów, i stała się symbolem nieudolnego działania władz wszystkich szczebli (lokalnego, stanowego, federalnego). Skutki są odczuwalne po dziś dzień. Trwale zmieniła się tkanka miejska. Z jednej strony miasto się wyludniło – dzisiaj jego populacja wynosi dopiero 80% tej sprzed Katriny. Z drugiej - zmieniła się demografia – miasto stało się bardziej… białe. Ten nieoczywisty skutek ma dwojakie źródła – po pierwsze, wypłaty ubezpieczeń nieruchomości z biedniejszych (zwykle czarnych) dzielnic nie starczały na odbudowę domów (wartość nieruchomości wyceniona niżej niż materiały potrzebne do jej budowy…). Ich mieszkańcy opuszczali więc miasto na stałe, a za nimi ruszyła też część , czarnej klasy średniej, której biznesy traciły klientelę. Po drugie, odbudowa części dzielnic napędziła gentryfikację, przyciągając nowych, majętniejszych, i jakoś tak się składa, że często bielszych mieszkańców.

Poziom nieprzygotowania był o tyle zaskakujący, że od dawna wiadomo było, że coś podobnego może się wydarzyć – potencjalny huragan niszczący Nowy Orlean był na przełomie mileniów zidentyfikowany jako jedno z trzech najpoważniejszych scenariuszy katastrof w USA (obok ataku terrorystyczne na Nowy Jork i wielkie trzęsienia ziemi w San Francisco…). Nowy Orlean jest szczególnie podatny na zalanie, bo jakieś 50% jego powierzchni leży poniżej poziomu morza. Wraz z rozrostem miasta i degradacją chroniących wybrzeże bagien i lasów, stał się jeszcze bardziej zagrożony. Huragany nawiedzają Nowy Orlean regularnie – jeden z najbardziej niszczycielskich, Betsy, uderzył w miasto równo 40 lat przed Katriną – w 1965 roku… Czy w dobie zmian klimatu i coraz bardziej gwałtownych zjawisk atmosferycznych ten straszny scenariusz się powtórzy? Mam szczerą nadzieję, że nie; że miasto będzie lepiej przygotowane. Bo świat byłby gorszym miejscem bez Nowego Orleanu…

*

Na długo przed huraganem Nowy Orlean pod niemal każdym względem okazywał się najgorszym miastem w Stanach Zjednoczonych - skupiskiem najgłębszej nędzy, miejscem z największa liczbą morderstw, najsłabszych szkół, najgorszej gospodarki, najbardziej skorumpowanych i brutalnych policjantów. Sondaż przeprowadzony na kilka tygodni przed huraganem wykazał jednak, że większość nowoorleańczyków, niezależnie od wieku, rasy czy statusu majątkowego, była „bardzo zadowolona” ze swojego życia w odróżnieniu od mieszkańców jakiegokolwiek innego amerykańskiego miasta.
Dziewięć twarzy Nowego Orleanu, Dan Baum

I nawet w trakcie tak krótkiego pobytu mogłyśmy zobaczyć obie te strony miasta. Gdy kolejnego dnia wynajmowałyśmy auto (na wycieczkę po okolicznych atrakcjach, o czym będę jeszcze pisać) – pracownicy nie stawili się na czas otwarcia biura Hertz. Miałyśmy jeden wstęp wykupiony na konkretną godzinę, czas naglił – pracownicy, gdy w końcu się pojawili, zupełnie się nie spieszyli. Później obsługa była opieszała, znudzona, a auto które dostałyśmy wyjątkowo brudne… Jednocześnie nigdzie nie doświadczyłyśmy tylu aktów bezinteresownej sympatii. A to radzą gdzie iść i co zjeść, gdy stoi się nieco bezradnym na ulicy. Gdy fotografowałam balkony Dzielnicy Francuskiej przejeżdżająca młoda kobieta zatrzymała się tylko po to, by powiedzieć mi że wyglądam uroczo. Jeden z taksówkarzy, gdy usłyszał, że jesteśmy aż z Polski, kazał nam sięgnąć do worka w bagażniku w którym trzyma kokosy otrzymane z platform krewe Zulu w trakcie ostatniego Mardi Gras – przecież musimy mieć to na pamiątkę! I jeszcze zdążył nam opowiedzieć kawał historii swojego życia, w tym traumatyczne doświadczenia z Superdome w trakcie Katriny…

Niewiele miast na świecie ma tak unikalny i złożony charakter jak Nowy Orlean – nasz czas był tu zdecydowanie za krótki, i mam szczerą nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie mi tu dane wrócić!

-------

*Dostępny na HBO, doskonale wprowadza w niuanse i oddaje klimat Nowego Orleanu. Oprócz aktorów grają tam siebie liczni muzycy nowoorleańscy – polecam każdemu zainteresowanemu miastem!
**Dla zainteresowanych – bardzo polecam odcinek Podkastu Amerykańskiego na ten temat! A obowiązkowo jako wstęp przed serialem Treme, którego akcja zaczyna się 3 miesiące po huraganie.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (28)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
migot
Magdalena M
zwiedziła 26.5% świata (53 państwa)
Zasoby: 574 wpisy574 1711 komentarzy1711 13224 zdjęcia13224 5 plików multimedialnych5