Wstęp: Jak
wcześniej zapowiadałam – jeden dzień w Everglades to było dla mnie za mało… Jest to olbrzymi teren, więc każdy, kto chce zajrzeć w kilka różnych zakątków i doświadczyć różnorodności lokalnych habitatów będzie potrzebował więcej czasu…
Cel: Ponownie Park Narodowy Everglades – tym razem jego północne rubieże.
Materiały i metody: *Wynajem roweru w Shark Valley: 27$. Część rowerów jest do rezerwacji on-line, część zostaje dla gości na zasadzie kto pierwszy ten lepszy. Rower wypożyczany jest na cały dzień, ale zwykle po 3-4h zwiedzający kończą wycieczkę i można załapać się na drugą turę.
*Airboat tour: Coopertown Airboats, 39$. Airboat tour odbywa się na terenie parku narodowego, więc trzeba okazać swój bilet wstępu (albo dopłacić).
Przebieg: Tym razem ruszamy w kierunku północnej granicy parku – wyznaczonej prostą jak od linijki stanową drogą 41. Przecina one wolno płynące wody
Shark River Slough - choć teren wydaje się podmokłym bagniskiem porośniętym strzelistą trawą
sawgrass, jest to faktycznie systemem bardzo wolno płynących rzek (szybkość przepływu to ok. 0,4 km/dzień). Tutejsze krajobrazy są chyba tym, co najbardziej z Everglades kojarzymy – i tego dnia zobaczymy je na dwa odmienne, ale komplementarne sposoby…
*
Chwilę po 8:30 rano meldujemy się w centrum informacyjnym
Shark Valley - wiedzie stąd prosty szlak na południe, w głąb dzikich równin Everglades. Można pokonać go meleksem z organizowaną wycieczką, ale dużo lepiej rowerem! Pętla ma jakieś 24 km i prowadzi idealnie płaską drogą – w jedną stronę biegnie przy niewielkim strumieniu, w drugą meandruje trawiastą równiną. Środkiem trasy i jasnym celem wycieczki jest wysoka, betonowa platforma widokowa – jak okiem sięgnąć widać tylko połacie żółtawej trawy i niewielkie „wyspy” krzaków i drzew. Sporo dzieje się jednak tuż pod naszymi stopami - niewielki zbiornik wodny skupia wodnego ptactwo, żółwie, i dobrze widoczne w przejrzystej wodzie ryby. Zapewne największych emocji dostarczają wylegujące się w regularnych odstępach aligatory – leżąc często 2-3 metry od mijających je na rowerach turystów, i kompletnie nic nie robiąc sobie z ich obecności. Leniwe mrugnięcia oczu są jedynym, co pozwala sądzić, że to żywe zwierzęta a nie wypchane ku uciesze zwiedzających modele… Po pierwszych pięciu traci się rachubę, ale słyszałam jak jedna kobieta naliczyła się – tylko do połowy trasy! - 78 aligatorów… Znacznie większym wyzwaniem jest napotkanie krokodyla – niemniej jest to możliwe, bo Everglades to jedyne miejsce na świecie gdzie aligatory i krokodyle żyją na tym samym obszarze. Rozróżnić je można po kilku charakterystycznych cechach – aligatory mają bardziej U-kształtne pyski i gdy ich paszcze są zamknięte, wystają z nich tylko górne zęby. Krokodyle z kolei mają bardziej szpiczaste, V-kształtne pyski, z których wystają zarówno dolne jak i górne zęby. Poza tym – aligatory żyją tylko w słodkich wodach, zaś krokodyle radzą sobie zarówno w słodkiej jak i słonej wodzie. W okolicach Everglades ma mieszkać kilka milionów aligatorów…
*
Drugi sposób by z bliska zobaczyć ten obszar Everglades - znacznie bardziej popularny i kojarzony z bagnami w okolicach Miami - to szybkie łodzie „powietrzne” -
airboats. Płaskodenne jednostki ślizgają się po płytkich wodach napędzane potężnymi wiatrakami położonymi na ich rufach, w całości nad poziomem wody. Pozwala to przemierzać te trawiasto-wodne równiny nie wkręcając roślin w wirniki silnika – genialne w swej prostocie rozwiązanie. Jest kilka firm, które oferują takie wycieczki na obszarze Everglades (i więcej które robią to poza granicami parku). Nie zrobiłam porządnego rozeznania, i wybraliśmy pierwszą lepszą, reklamowaną jako najstarsza i „oryginalna” wycieczka po bagnach. Niestety, obwożono ludzi dość sporą łódką, która nie osiągała zawrotnych prędkości – więc połowa zabawy odpadła… Niemniej widoki są znów odmienne, bo z tej perspektywy najlepiej widać, że cały ten teren jest zalany wodą. W jej pokłutej źdźbłami tafli odbija się niebo, a my kręcimy się lekko prześlizgując po czymś, co zdaje się być z daleka stałym lądem, choć w rzeczywistości jest wyjątkowym „morzem traw”….