Geoblog.pl    migot    Podróże    Sprawozdanie z podróży do USA: Floryda i Big Easy (+ Bahamy) (2026)    Wyspiarka republika Conchów
Zwiń mapę
2026
24
lut

Wyspiarka republika Conchów

 
Stany Zjednoczone Ameryki
Stany Zjednoczone Ameryki, Key West Division
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 8707 km
 
Wstęp: Na południe od florydzkiego półwyspu ciągnie się sznur koralowych wysepek – słynne Floryda Keys. Z Homestead, w którym śpimy, do najdalej wysuniętego miasta archipelagu - Key West - jest ponad 200 kilometrów. W idealnym świecie zostałybyśmy więc tam na noc, by cieszyć się ponoć najpiękniejszymi zachodami słońca w całych Stanach, i spokojnie wróciły kolejnego dnia. Jednak obecnie ceny noclegów w tej niewielkiej miejscowości zwalają z nóg (przynajmniej gdy nie szuka się go z wielomiesięcznym wyprzedzeniem) – trudno o pokój za mniej niż 2 tys. złoty za noc! W związku z tym jeszcze przed świtem ruszamy w długą drogę w dwie strony – widokowa autostrada, biegnąca przez centra pomniejszych miasteczek i długie, wyniesione mosty łączące wyspy, jest jednokierunkowa (rzecz tragiczna w USA!), i ma tendencje do korkowania - trudno pokonać tę trasę w jedną stronę w mniej niż 3 godziny…

Cel: Florida Keys i Key West.

Materiały i metody: *Park Stanowy Honda Bahia – wstęp 3$.
*Parking w Key West – ciężko o niego, te darmowe i blisko centrum (np. TU) szybko się wypełniają. Parking „na ulicy” zwykle jest płatny, 5$ za h.
*Wstęp do domu Hemingway’a – 19,52$.

Przebieg: Samochodem do Key West dostać się można tylko autostradą nr 1 (która biegnie od stanu Maine, na samym północnym krańcu wschodniego wybrzeża, aż do tego najdalej wysuniętego na południe punktu USA), jednak co ciekawe, pierwszą wielką inwestycją, która na stałe połączyła wyspy z lądem, była linia kolejowa z 1912 roku – jej pozostałości mijamy do dziś. Nie służyła mieszkańcom zbyt długo - zniszczona w 1935 roku przez huragan, który spustoszył sporą część florydzkiego wybrzeża, i nigdy nie została odbudowana. Jej pozostałości mija się kilkukrotnie w czasie tej trasy – najpopularniejsze miejsce, by przyjrzeć jej się z bliska, to Park Stanowy Bahia Honda - w lecie tłumnie odwiedzane ze względu na swoje plaże i rozsądne miejsca do snorkelingu. Teraz jednak pogoda nie pozwala w pełni korzystać z tych uroków – ciągle towarzyszą nam wyjątkowe chłodne i wietrzne dni, przed południem temperatura trzymała się w okolicach 13C…

*

Z Bahia Honda mamy jeszcze około 1h drogi do Key West – dalej na południe w Stanach nie da się już dojechać… Bliżej stąd do Hawany niż do Miami – słynny znacznik (wędrujący z miejsca w miejsce – dla turystycznej wygody bardziej niż geograficznej dokładności) pokazuje, że od Kuby dzieli nas 90 mil. Miasteczko od pierwszych chwil przypada do gustu. Luźny, wyspiarski klimat (od zawsze słynie z tolerancji), spokojne uliczki stworzone do spacerowania jak nigdzie w USA, mniejsze i większe domki kryte jasnym sajdingiem, tropikalna bujna roślinność. Schludnie, spójnie, z klasą - ale bez zadęcia. Wszędzie przechadzają się bezpańskie koguty – pozostałość po kubańskich imigrantach z XIX w., które straciły właścicieli gdy zakazano walk kogutów w latach 70. XX w. Do tego jakaś tęczowa flaga tu, granatowa flaga „Republiki Conchów” tam.

Mieszkańcy archipelagu od zawsze czują dużą niezależność i bardziej identyfikują się z kulturą karaibską niż amerykańską. Sami siebie nazywają właśnie Conchami - pierwotnie byli to głównie imigranci z Bahamów, którzy zaczęli przybywać w latach 30. XIX wieku (wcześniejsza rodzima, indiańska populacja nie utrzymała się długo po przybyciu Europejczyków), później miejsce zaczęło przyciągać wszelkiej maści uciekinierów, łotrzyków i przemytników. Conchowie tradycyjnie trudnili się zarabianiem na cudzym nieszczęściu. Przed erą nowoczesnej nawigacji i parowców każda rozbita jednostka u wybrzeży Keys była źródłem dochodu dla wrakarzy. Potem nadeszła era przemytu: w czasach prohibicji - rumu z Karaibów i whiskey z Bahamów; w latach 70. XX w. – narkotyków. Te niecne biznesy reperowały legalne dochody z połowu gąbek i morskich żółwi. Dzisiaj podstawowym źródłem dochodu jest oczywiście turystyka - ale pomysł, by na tym oprzeć gospodarkę pojawił się już w latach 30. XX w. Wtedy właśnie Key West zaczęło przyciągać artystyczną bohemę – mieszkali tu m.in. Ernest Hemingway i później Tennessee Williams, a wyspa zyskała reputację miejsca swobodnej twórczości i intelektualnych spotkań. W podobnym klimacie działał tu także prezydent Harry Truman, który w latach 40./50. XX w. regularnie pracował z tzw. Little White House, łącząc wypoczynek z naradami politycznymi i wojskowymi. To właśnie tam ponoć konsultowano kluczowe decyzje jego administracji, w tym działania związane z wdrażaniem Planu Marshalla…

I tak, przyjeżdża się tu (albo przypływa – miejsce to popularny przystanek dla mniejszych jachtów i wielkich statków wycieczkowych) głównie dla atmosfery. Dla ciasta limonkowego, zachodów słońca i jakiegoś trudnego do zdefiniowania tropikalnego luzu. Niesłabnąco popularnością cieszy się dom Hemingwaya – piękna i wielka jak na standardy Key West rezydencja z połowy XIX w., która stylem czerpała mocno z posiadłości Luizjańskich bogaczy (balkony z żeliwnymi balustradami!). Pisarz wyciągnął ją z ruiny i mieszkał tu z rodziną przez większość lat 30 XX w. Choć sama architektura jest warta uwagi, i ciekawi kolekcja maszyn do pisania, fotografii, trofeów z podróży i marynistycznych akcentów – największym hitem wśród zwiedzających są… koty. I to nie byle jakie, bo sześciopalczaste, potomkowie takich polidaktylicznych zwierząt, które hodował Hemingway. Teraz mruczków jest tu ze 30, i nie wszystkie mają pożądany gen polidaktylii – ale wszystkie wzbudzają uśmiechy zwiedzających. Szczególnie, gdy wylegują się na odgrodzonych sznurem kanapach i łóżkach, tuż obok tabliczek proszących, by nie siadać na meblach…

Dzień mija szybko, i czas nam wracać – czy warto spędzić ponad 6h w dwie strony by wyskoczyć do Key West? Pewnie, że tak! Przede wszystkim dlatego, że ma wyjątkowy klimat – a nie okłamujmy się, o niewielu miastach w USA można to powiedzieć…

*

Żeby nie przeciągać zanadto i tak długiego dnia wyjeżdżamy z Key West chwilę po 17. Co oznacza, że nie zobaczymy tam ich słynnego zachodu słońca – ten złapie nas w miejscu, w którym zupełnie nie mogłyśmy się zatrzymać – pośrodku 7-milowego mostu - Seven Mile Bridge. Jest to niemniej jedna z ikon architektury drogowej Florydy – w rzeczywistości dwa mosty: nowoczesny, oddany do użytku w 1982 roku, oraz starszy, dziś dostępny dla pieszych i rowerzystów, wcześniej będący częścią wspominanej linii kolejowej. Ale nawet widziany zza tylnej szyby samochodu – ten zachód miał w sobie coś magicznego… Intensywne pomarańcze rozpalały horyzont jeszcze długo po tym, jak złota tarcza zginęła w morzu. Gdy patrzeć prostopadle do linii zachodu, morze i niebo dzielił pas pudrowych różów i gołębich szarości – cała paleta kolorystyczna florydzkich landszaftów…
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (60)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
migot
Magdalena M
zwiedziła 26.5% świata (53 państwa)
Zasoby: 574 wpisy574 1711 komentarzy1711 13224 zdjęcia13224 5 plików multimedialnych5