Wstęp: Everglades było zawsze podstawowym powodem, dla którego w ogóle chciałam zawitać do tego zakątka Stanów. Ten trzeci co do wielkości park narodowy kontynentalnego USA jest największym obszarem subtropikalnej dzikiej przyrody kraju, stworzonym w celu ochrony najrozleglejszych lasów namorzynowych półkuli zachodniej i zasłużenie wpisanym na listę UNESCO. Miejsce kiedyś uznawane za co najwyżej średniej jakości wysypisko, teraz jest słusznie cenione jako klejnot bioróżnorodności przyrodniczej, z niezwykle wartościowym, złożonym, zróżnicowanym, ale i kruchym ekosystemem: jednym z najważniejszych miejsc rozrodu tropikalnych ptaków brodzących regionu i rozwoju narybka 80% gatunków ryb Zatoki Meksykańskiej, oraz fundamentem ochrony południa Florydy przed skutkiem huraganów…
Cel: Park Narodowy Everglades - a dokładniej jego południowa część.
Materiały i metody: *Bilety wstępu: Jak wspominałam we
wstępie - w
2026 drastycznie podniesiono ceny wstępów do parków narodowych USA dla obcokrajowców – w szczególności do kilkunastu najpopularniejszych z nich, do których Everglades zdecydowanie się zaliczało. I tak, poza 35$ za wjazd auta z pasażerami, każdy obcokrajowiec musi dopłacić 100$ „surcharge” – co jest kwotą dość absurdalną. Roczne karty
America the Beautiful podrożały z 80$ do 250$ dla obcokrajowców – ale pozwalają one uniknąć tych absurdalnych opłat osobowych. My korzystamy z karty zakupionej jeszcze w 2025 roku – w starej cenie…
*Wycieczka niewielkim statkiem po „
backcountry” – ok 50$, 1,5h.
Przebieg: Gdy wybudzone jet lagiem ruszałyśmy z domu w pierwszych promieniach wschodzącego słońca było naprawdę zimno. A przecież nie po to człowiek ucieka zimą na Florydę, żeby mieć 12C, dodatkowo ochładzane porywistym wiatrem… Ta niefortunna aura spowodowała, że odwołano nam organizowaną przez park – i co dość nietypowe, darmową! – wycieczkę kajakową po Zatoce Florydzkiej. Niemniej, program pogadanek i wycieczek oferowany przez parkowych rangerów w południowym centrum informacyjnym
Flamingo oferuje kilka innych atrakcji – postanowiłyśmy więc stawić się na organizowany o 8.30 spacer z obserwacją ptaków. Młody i całkiem entuzjastyczny strażnik zaopatrzył wszystkich chętnych w lornetki i ruszyliśmy przybrzeżnym szlakiem wypatrywać pierzastych mieszkańców Everglades – a jest co oglądać, bo park jest domem (permanentnym lub czasowym) dla dobrze ponad 300 gatunków ptaków. Ponad naszymi głowami kołowały sępniki (różowogłowe i czarne), pelikany, przedrzeźniacze, w krzakach dopatrzyliśmy się lasówki kasztanogłowej, kardynałów i drozdów, w wodzie brodziły bekasy. Gdy po godzinie wycieczka się skończyła ruszyłyśmy dalej na własną rękę, mijając m.in. gniazdo rybołowa. Dalej jednak brakowało jednych z najbardziej ikonicznych ptaków brodzących Everglades – różowych łyżkodziobów (warzęch). Poinstruowano nas, że najlepiej ich szukać przy stawie o nazwie Eco Pond – i faktycznie! W towarzystwie nieco mniej spektakularnych białych ibisów i czapli filtrowały wody niewielkiego zbiornika…
*
Dalej pozostał jednak pewien niedosyt po odwołanej wodnej wycieczce z rana, więc szarpnęłyśmy się na rejs w głąb tzw. „backcountry” – trudno dostępnego obszaru lasów namorzynowych i słonawych jezior, które dominują krajobraz południa Everglades. Po obszarach przybrzeżnych i estuarium (Florida Bay), to kolejny ważny typ habitatu parku. Niewielka łódka sunie najpierw utworzonym sztucznie kanałem (Buttonwood canal), który kiedyś łączył się z Zatoką, ale szybko zorientowano się, że powoduje to zbyt duży przepływ słonych wód w głąb tego obszaru niszcząc unikalny ekosystem. Kanał ponownie więc zaczopowano betonową tamą – i jedyny z niego użytek mają teraz kajakarze i stateczki wycieczkowe. Przechodzi on najpierw w niewielkie jezioro Coot Bay, nim meandurjąc naturalnym strumieniem (Tarpon Creek) otwiera się na olbrzymi obszar Whitewater Bay – długi na 25 mil zdaje się kończyć znacznie bliżej, bo namorzynowe wysepki złudnie przybliżają horyzont. Główną atrakcją są tu same namorzyny – gwiazdy wybrzeży strefy międzyzwrotnikowej. Każdy z jakichś 60 gatunków drzew zaliczanych do tej grupy (trzy z nich występują w Everglades) rośnie na okresowo lub trwale zalanych terenach, i jest w stanie radzić sobie z mniej lub bardziej zasoloną wodą. Cechą rozpoznawczą są dla nich dwa typy korzeni – przybyszowe, stabilizujące rośliny w grząskim podłożu, i oddechowe (tzw. pneumatofory), pozwalające korzystać z tlenu zawartego w atmosferze, gdy brakuje go w zalanym podłożu. Nie brakuje tu też zwierząt – kolejnych gatunków ptaków, a nawet amerykańskiego krokodyla…
*
Wciąż nie wyczerpałyśmy jednak pełnej różnorodności środowisk, które można spotkać w Everglades – specjaliści doliczyli się aż 9 różnych habitatów! Mamy więc jeszcze m.in. lasy cypryśnikowe i lasy sosnowe, podmokłą prerię (sezonowo zalewane tereny z niższą roślinnością) i rozległe, słodkowodne bagna zdominowane przez sztywne trawy (
saw grass). Jednak my tego dnia, późnym południem, zobaczymy dwa jeszcze inne miejsca, oba dość blisko wjazdu do parku od strony
Ernest F. Coe Visitors Center, w
Royal Palm - jednym z najwcześniej odwiedzanych w celach turystycznych obszarów Everglades. Stąd można udać się na dwa bardzo krótkie - ale wyjątkowo satysfakcjonujące szlaki. Pierwszy,
Gumbo Limbo, prowadzi przez gęste, tropikalne skupiska drzew liściastych rosnące na lekko wyniesionym terenie – leśne wyspy pośród „morza traw”, czyli tzw.
hardwood hammock. Tutaj gwiazdą jest drzewo, które pożyczyło swoją nazwę samemu szlakowi. Jego naukowa nazwa to
Bursera simaruba, i poznacie je łatwo po łuszczącej się, czerwonawej korze. Drugi,
Anhinga Trail wiedzie wyniesionymi podestami wśród sitowia wysokich traw i niewielkich stawów porośniętych żółtymi grążelami – to środowisko to z kolei słodkowodne
slough (trudno o polskie tłumaczenie – trzęsawisko, rozlewisko?) - głębsze, wolno płynące kanały wodne przecinające bagna, kluczowe dla przepływu wody w Everglades. Nazwa szlaku zaś pochodzi od powszechnego tu ptaka – Anhinga – czyli wężówki amerykańskiej. Zobaczycie je wszędzie, suszące skrzydła po nurkowaniu za rybami. Ale to tylko jeden z wielu gatunków czekających na turystów – mamy czaple białe, zielone i modre, dławigady i sułtanki amerykańskie, czarne sępniki i krasnoskrzydłe epoletniki – uzupełniające naszą już i tak bogatą listę przyuważonych gatunków ptaków. Mamy tu też oczywiście znane i lubiane gady – niezdarne żółwie, i oczywiście – ulubione przez wszystkich aligatory. Te szlaki naprawdę powinny się znaleźć w programie każdej wizyty w Everglades!
*
Czy to wszystko nie jest szalenie ciekawe i fascynujące? Everglades było pierwszym Parkiem Narodowym stworzonym tylko w celu ochrony danego obszaru – nie przewidziano, by był tu jakiś turystyczny potencjał, bo brakuje tu rozmachu krajobrazowego Grand Canyon, Yosemite czy Yellowstone. Jednak gdy trochę szerzej otworzymy oczy, by docenić wyjątkowość tego miejsca – trudno go opuścić…Więc tak, planujemy kolejną wizytę w Everglades – tym razem na północnym krańcu, skupiając się na krajobrazach i atrakcjach najbardziej kojarzonych z tym miejscem… Ale to dopiero pojutrze, wcześniej ruszymy w kompletnie innym kierunku…