Geoblog.pl    migot    Podróże    Sprawozdanie z podróży na Teneryfę (2026)    Jak nie zeszliśmy do kanionu i co robiliśmy w zamian…
Zwiń mapę
2026
09
sty

Jak nie zeszliśmy do kanionu i co robiliśmy w zamian…

 
Hiszpania
Hiszpania, Masca
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 3973 km
 
Wstęp: Założenie było doskonałe – trekking w dół popularnego kanionu koło miejscowości Masca, w zachodnim, zielonym i górzystym cypelku Teneryfy chroniony parkiem Teno, oraz powrót łodzią z plaży u wylotu tegoż kanionu do miejscowości Los Gigantes, mijając zjawiskowe, strome klify o tej samej nazwie. (Nie)stety, rosnąca presja turystyczna w tym bajkowym zakątku wyspy spowodowała, że atrakcja ta w ostatnich latach została bardzo sformalizowana, obłożona nietanimi opłatami, i poważnie kontrolowana. Zejście rezerwuje się zwykle z wyprzedzeniem, a i tak dzień przed możemy dostać informację o zamknięciu szlaku. Możemy wtedy zmienić termin lub wnioskować o zwrot pieniędzy. Gdy poinformowano nas, że z powodu stanu ścieżki (nie pogody, ta jest idealna) szlak będzie zamknięty 08/01, z nadzieją zmieniliśmy rezerwację na 09/01. Niestety, już późnym popołudniem poprzedniego dnia przyszedł nieszczęsny mail o identycznej treści. A że kanion jest czynny tylko 4 dni w tygodniu (śr-sob), straciliśmy nadzieję, że to się wydarzy w trakcie tego wyjazdu – trzeba było myśleć o alternatywie…

Cel: Masca i klify Los Gigantes.

Materiały i metody: *Kanion – mimo, że finalnie ta wycieczka nie została zrealizowana, to gwoli informacji, dla osób, które będą może miały więcej szczęścia: obecnie można przejść tę trasę tylko w jedną stronę -w dół, do plaży, opuszczając ją łódką. Trzeba osobno zarezerwować wejście na szlak (40.66€ - TU), a osobno łódkę powrotną (25€ - linki TU) – trasę obsługują trzy firmy w systemie rotacyjnym – należy znaleźć odpowiedniego przewoźnika i na jego stronie kupić bielte... Co więcej, by być w puszczonym na szlak trzeba do miejscowości Masca obligatoryjnie przyjechać transportem publicznym (np. autobus nr 355 z Santiago de Teide gdzie można zostawić samochód – trasa zajmuje jakieś 20 min, 3 autobusy na godzinę). W punkcie kontroli (Masca Visitors Centre) trzeba pojawić się 30 minut przed planowanym slotem zejścia – aby przedstawić wszystkie wymagane dokumenty (potwierdzenie przyjechania transportem publicznym, bilet, ID, bilet na łódkę powrotną…), przejść kontrolę obuwia i otrzymać obowiązkowy kask. Łódka z plaży zawiezie nas do miejscowości los Gigantes, skąd można wrócić do Santiago de Teide (jeśli tam pozostawiliśmy nasz samochód) autobusem – #462 lub #325.
*Jedzenie – polecana restauracja Casa Edu w Puerto de Santiago: mocno mięsne menu, trochę za tłuste to wszystko dla mnie ale taki tu mają styl; porcje ogromne, ceny umiarkowane.

Przebieg: Skoro plan A nie wypalił, przeszliśmy do planu B. Dalej chciałam zobaczyć tę malowniczą wioseczkę – którą szumnie i na wyrost zwą Machu Picchu Teneryfy (choć widać, skąd bierze się skojarzenie), i dalej chciałam zobaczyć słynne klify – choć stało się jasne, że logistyka tej podróży będzie zupełnie inna. Studiując mapę turystyczną okolicy namierzyłam obiecującą ścieżkę (Calzada de los Antiguos), prowadzącą z punktu widokowego Cruz de Hilda, kawałek za Mascą, równolegle do kanionu ale granią, do Morro de la Galera. Ruszyliśmy więc tam z samego rana, trasa za Santiago de Teide robi się faktycznie wybitnie ciasna i kręta – władze dwoją się i troją by zniechęcać turystów do podróży tam swoim autem. I faktycznie, gdyby nie wizja tego szlaku pewnie zdecydowalibyśmy się na autobus – tym bardziej, że parkowanie na miejscu to koszmar… Jednak, że plan zakładał trekking z wyniesionego punktu widokowego – przeciągnęliśmy naszą Corsę po tych wszystkich serpentynach. Widoki – bajka, pogoda – jak drut, miejsce parkingowe koło Cruz de Hilda – jakimś cudem dostępne. Ochoczo ruszyliśmy przed siebie, jednak uszliśmy może ze 100 metrów, gdy trafiliśmy na tablicę o zamknięciu szlaku… Przez chwilę biliśmy się z myślami, czy pchać się dalej, jednak nieoznaczona i zarośnięta ścieżka mogła być raczej nieprzyjemna. Para piechurów, którzy mieli identyczny plan jak my, zrezygnowana zawróciła szukać szczęścia gdzieś indziej – jednak na odchodne poleciła nam szlak koło miejscowości Tamaimo – zachwycając się widokami. Tak też powstał plan C…

W drodze powrotnej zahaczyliśmy jeszcze o centrum Masca, i po krótkim spacerze trzeba było wracać – a serpentyny ciasne i ruch znacznie większy niż o poranku… Generalnie jeśli ktoś może zostawić swój samochód poza tą miejscowością to wyjdzie mu to na dobre… Ostatecznie trafiamy na szlak koło Tamaimo – zwodniczo prosta pętla PR-TF 65.2, z dodatkiem ścieżki do El Agujero - punktu widokowego z charakterystycznym, skalnym oknem. Widoki są faktycznie wspaniałe – stoki upstrzone kaktusami, endemicznymi sukulentami i wielkimi agawami. W oddali granat spokojnego oceanu z dobrze widoczną La Gomerą w oddali, a później widać też same brunatno-czerwone, strome stoki gigantycznych klifów, schodzących niemal pionową skałą 600 metrów wprost do wody. Trasa nie jest trudna, ale bardziej wymagająca niż zdawałoby się na pierwszy rzut oka – widoki to z nawiązką wynagradzają…

Na koniec zjeżdżamy jeszcze do nadmorskiej miejscowości Los Gigantes/Puerto Santiago – by zobaczyć te ikoniczne skały z pełniejszej perspektywy – i robi to niemałe wrażenie! Koniec końców, plan C zaowocował całkiem udanym dniem ;)
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (28)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
migot
Magdalena M
zwiedziła 26% świata (52 państwa)
Zasoby: 555 wpisów555 1711 komentarzy1711 12612 zdjęć12612 5 plików multimedialnych5